Zespół Szkół Specjalnych
im. Jana Brzechwy
w Kędzierzynie-Koźlu


W co grają dzieci -o sztuce skutecznego działania


Wiele dzieci chorych na choroby przewlekłe z którymi spotykam się w różnych obszarach swojego życia zawodowego to dzieci sprawiające kłopoty wychowawcze. Dlaczego tak jest ? 
Wytłumaczenie jest zdawałoby się całkiem proste. Wynika to z rodzicielskiej troski. Jakkolwiek paradoksalnie by to nie zabrzmiało. Czy bowiem troskliwy rodzic to rodzic nie radzący sobie z wychowaniem własnego dziecka?
Nie ! 
Rodzic dziecka chorego przewlekle nie radzi sobie z własnymi emocjami dotyczącymi dziecka a przede wszystkim ze strachem o jego zdrowie i  życie.
Jest to zrozumiałe dla wszystkich rodziców ponieważ każdy  chce, by jego dziecko było zdrowe, mądre i radzące sobie w różnych sytuacjach życiowych.  Dlaczego więc nie pozwala dziecku radzić sobie z przeciwnościami i utrudnieniami w życiu?
Ponieważ chce” mu pomóc”! co często oznacza  wyręczyć we wszystkim. Chce mu zrekompensować trud i ból chorowania i dostarcza mu wszystkiego o czym tylko dziecko zamarzy często kosztem całej rodziny. Poświęca mu większość swojego  wolnego czasu, często po to by mieć nieustanną kontrolę nad dzieckiem pod pretekstem dostarczania mu rozrywki.

Przypatrzmy się mechanizmowi samooszukiwania, który stosują niektórzy rodzice chorych dzieci.
Boję się o moje dziecko , nie chcę by stała mu się jakakolwiek krzywda więc dla jego dobra ciągle go kontroluję , robię tak ponieważ jestem odpowiedzialnym, dobrym rodzicem.Wysyłam sobie i otoczeniu informację “ jestem dobrym rodzicem” . Mam z tego powodu poczucie dobrze spełnionego obowiązku, otrzymuję nagrodę za swoje starania w postaci dobrego mniemania o sobie. Niebagatelna to nagroda. 
Ale........skoro jestem takim dobrym rodzicem to dlaczego moje dziecko zaczyna sprawiać coraz większe kłopoty?
To nie może być moja wina.
Pewnie winni są inni. Więc szukam winnych staję się roszczeniowym rodzicem, wszem i wobec ogłaszam, że winni są lekarze, nauczyciele, opiekunowie itp.Mówię o tym głośno przy dziecku, które też musi wiedzieć dlaczego coraz trudniej żyje mu  się z innymi ludźmi. Skoro znajdujemy winowajców to nie musimy się zastanawiać nad ewentualną zmianą postępowania. W ten sposób koło się zamyka ,a my mamy coraz więcej problemów i coraz więcej pretensji do innych. Zaczynamy wpadać w spiralę niemożności.......

A teraz spójrzmy na nasz problem z punktu widzenia naszego dziecka.
Dziecko dostaje od nas maksimum uwagi, ma zaspokajaną większość potrzeb w tym materialnych, ale  i zachcianek. Otrzymuje też przekonanie, że ponieważ jest chore to wszystko mu się należy bez wysiłku.Jest najważniejsze w rodzinie, ustępuje mu się w różnych sytuacjach,bo przecież jest chore.
Nie  stawia mu się większych wymagań ponad te, które ono samo zechce spełnić.

Jaką motywację ma dziecko chore, żeby wyzdrowieć lub lepiej funkcjonować?
Żeby skierować wszystkie siły swojego organizmu na walkę z chorobą czy niepełnosprawnością?
Pytanie to może oburzyć prawda?
Ależ chce wyzdrowieć, bo …...
No właśnie......Dziecko dokonuje podświadomej analizy zysków i strat jakie będą jego udziałem, gdy wyzdrowieje. Nie robi tego na poziomie świadomym, bo deklaracja  nie chcę wyzdrowieć  nie mieści się w ogólnie przyjętym kanonie postępowania i byłaby niezrozumiała dla otoczenia.
Ponieważ samo ma problem z określeniem swojego stosunku do sytuacji choroby, narasta w nim frustracja, która często przekształca się w różne formy agresji lub autodestrukcji. Dziecko zdaje sobie sprawę z tego, że powrót do zdrowia oznacza utratę przywilejów.
Boi się,że straci pozycję najważniejszego członka rodziny, ponieważ wie o tym, że przynależy mu ona z racji choroby. Więc może lepiej być chorym?

Z czasem jednak, sytuacja zdrowotna się normuje. Rodzice w poczuciu ulgi mogą pozwolić sobie na mniejsze zainteresowanie a wtedy dziecko szuka innych sposobów zwrócenia na siebie uwagi i zagarnięcia dla siebie całego czasu i miłości rodziców. 
Często wybiera opcję bycia “ niegrzecznym” bo to najłatwiejsza opcja, która również wymusza uwagę rodziców i choć nie mieści nam się w głowie takie postępowanie ( przecież, naszym zdaniem wiele więcej by zyskało gdyby było “grzeczne “ i nie sprawiało problemów) to jednak jest to z punktu widzenia dziecka postępowanie skuteczne.
Dziecko dostaje to czego chce.
Zdrowe rodzeństwo nie ma takich przywilejów. Czyżby była to patowa sytuacja?
Co my jako rodzice możemy zrobić?

Musimy przede wszystkim zdać sobie sprawę z jednego niezaprzeczalnego faktu, nasze dziecko nie manipuluje nami na poziomie świadomym. Dąży ono  do zaspokojenia swoich potrzeb co jest naturalne. Problem jednak w tym,że w trakcie trwania choroby jego potrzeby uległy przemodelowaniu. Zdrowe dziecko potrzebuje samodzielności, chce stanowić o sobie , bo to daje mu poczucie siły i własnej wartości. Dziecko chore nauczyło się czerpać siłę z innych a nie z siebie w związku z tym jego poczucie własnej wartości jest zawsze związane z innymi.Trzeba pozwolić naszemu dziecku poczuć swoją wartość, pozwolić mu na samodzielność w jak najszerszym zakresie, na tyle na ile pozwala jego choroba. My jako rodzice nie wiemy jak potoczy się choroba dziecka , nie wiemy jak będzie się zachowywało i jak zniesie ograniczenia związane z chorobą.Zależy to od wielu czynników. Przede wszystkim od rodzaju choroby i stopnia samodzielności, od tego czy choroba ma podłoże psychiczne czy fizyczne.  Ale w bardzo dużym stopniu zależy też od podejścia rodziców i wsparcia jakiego udzielają dziecku. Mądre wsparcie to takie, które nie pozwala na ubezwłasnowolnienie dziecka.
Takie , które promuje samodzielność i umiejętność wyrażania swoich emocji w sposób właściwy. Samodzielnego decydowania o sprawach dla dziecka ważnych. Stawiajmy dziecku wymagania, które potrafi spełnić , ale nie zaniżajmy jego możliwości dając mu tzw. fory. Uwierzmy, że nasze dziecko sobie poradzi. Dziecko doskonale wyczuwa nasze nastawienie i potrafi sprostać naszym wymaganiom, jeśli te są wynikiem naszej miłości i troski.To co możemy dać dziecku bez żadnych ograniczeń to nasz czas, ale przeznaczony na bezpośrednie kontakty z dzieckiem. Na zabawę, wspólne wyjścia, ruch na świeżym powietrzu,kontakty z rodziną i przyjaciółmi. Nie izolujmy się od otoczenia i nie izolujmy naszego dziecka. Jeśli tylko potrafimy je nauczyć norm zachowania, nie będziemy mieli problemu ze współuczestniczeniem z dzieckiem na spotkaniach towarzyskich, imprezach itp. A to pozwoli poczuć  się naszemu dziecku normalnie. 
Pozwoli też nam rodzicom poczuć się normalnie. Jeżeli nasz świat będzie ograniczał się do dziecka i jego problemów to w niedługim czasie stracimy wszystkich znajomych lub zostaną oni z nami tylko dlatego,że nie wypada zachować się inaczej. a stąd już tylko krok do samotności i izolacji na własne życzenie.                              

Gabriela Joniak